Życie nie daje nam tego, czego chcemy, lecz to, co dla nas ma." ~ Władysław Stanisław ReymontNoc była chłodna i ciemna. W powietrzu unosił się zapach strachu. Nie potrafiłam określić, które z nas bało się najbardziej. Wiedziałam tylko, że to spotkanie nie będzie należało do przyjemnych.
Znajdowaliśmy się w miejscu, które kiedyś było piękną wioską Kalzar. Lata temu biegaliśmy z TJ'em po tutejszych złocistych polach łapiąc w dłonie kolorowe motyle, których teraz nie można było spotkać praktycznie nigdzie.
Ukryci za krzakami obserwowaliśmy nasz Obiekt, który poruszał się z niezwykłą gracją odpowiadającą wampirom.
Padający z nieba deszcz zmoczył nas do suchej nitki, przemoczone ubrania ściągały nas w dół, a mokre liście chłostały po twarzy.
Przyłożyłam do oczów urządzenie przypominające lornetkę i ustawiłam ostrość. Dostrzegłam zarysowane kształty, kolory, wysokość obiektów. Wampirzyca o prostych czerwonych włosach ściętych na grzybka miała na sobie mocno kontrastujące z jej bladą cerą ubrania ze skóry, które przylegały do jej ciała jakby nie mogła się z nimi rozstać. W lewej ręce trzymała dużą czarną parasolkę, a na jej palcu połyskiwał srebrny pierścionek z jakimś ciemnym wzorem. Tak na prawdę ów pierścionek nie mógł być ze srebra gdyż wampirzycy wypaliłoby skórę, zajęłaby się ogniem i prawdopodobnie by spłonęła. Nie byłoby to dla nas korzystne.
Czerwonowłosa postać sięgnęła po mosiężny uchwyt drewnianej klapy prowadzącej do czyjejś - dawno już opuszczonej - piwnicy, otworzyła ją i wskoczyła.