niedziela, 28 września 2014

Przeciwności losu.

Życie zdaje się kochać paradoksy - kiedy człowiek sądzi, że jest zupełnie bezpieczny, wtedy jest zawsze śmieszny i w każdej chwili grozi mu wypadek - ale kiedy wie, że jest stracony, życie zasypuje go prezentami. Nie trzeba wcale o to zabiegać - chodzi za człowiekiem jak pies. ~ Erich Maria Remarque
Po moim powrocie ze szpitala, Payton tymczasowo zawiesiła moje treningi z Aleynem. Tak na prawdę nie doszliśmy do tego, co mi jest, ale Pani Cadwyn - nasza doktorka - zaleciła mi wypoczynek. Nie cieszyła mnie ta informacja, bo przez to dużo traciłam. Ucierpi na tym moja kondycja, ominą mnie nowe lekcje na temat samoobrony i skutecznego "powstrzymywania" (czyt. zabijania) Istot Ciemności, nie będę spotykać się z moimi przyjaciółmi, którzy całe dnie mają zawalone przeróżnymi obowiązkami (gdyby nie moja dziwna sytuacja też bym tak miała). A co mam w zamian? Odpoczynek, który ma mi dobrze zrobić. 
Nie czuję potrzeby leżenia w łóżku, więc gdy tylko nadarza się okazja, zabieram z biurka przyszykowany wcześniej plecak i niepostrzeżona wychodzę z mojego pokoju. Pod osłoną nocy ruszam do mojego nowego przyjaciela. Chowam się za budynkami i dobiegam do Wielkiego Drzewa, zza którego wypatruję czy nikogo nie ma. Drogi są puste, więc kilkoma krokami doskakuję do kolejnego budynku, rozpryskując przy tym błoto i idę. Napotykam Gavena - zmiennokształtnego, który został do nas sprowadzony przez grupę Fredericka. Dzisiaj miał na sobie ciemne spodnie, koszulkę w brązowe i czarne plamy oraz... rzucający się w oczy zielony szal. Po tym jak spotykam go dzień w dzień przez ostatni tydzień, zdążam się już przyzwyczaić do dziwnego stylu mężczyzny. Witam go skinieniem głowy, a on informuje mnie o strażnikach, którzy dziś pełnią wartę. Dziękuję mu, a gdy mam zamiar się oddalić, dorzuca:
- Nie powinnaś przebywać w nocy poza domem. - patrzę na niego, a on dodaje - Zło nigdy nie śpi. - dopowiada tonem, od którego ciarki przechodzą mi po plecach.

środa, 6 sierpnia 2014

Niespodzianka.

Nie to co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć, świadczy o naszej mądrości. ~ Władysław Grzeszczyk

Po pierwszym treningu z Aleynem pocieszałam siebie, że może nie będzie aż tak źle. Fakt, miałam kilka siniaków powstałych przez jego "szkolenie mnie", ale sądziłam, że dzięki temu stanę się wytrzymalsza, więc gdy Payton wyznaczyła kolejny trening wiedziałam już czego się spodziewać. 
Pomyliłam się jak nigdy. 
Drugie spotkanie z nim odbyło się już w środę i zachowywał się zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Pomyślałam, że to dobrze, bo nauczę się nowych technik - przecież nie każdy walczy tak samo. Jednak z drugiej strony nie mogłam go rozgryźć w wyniku czego z łatwością mnie pokonywał. 
Mogłam to ścierpieć skoro nagrodą miał być Pierścień Tyraela. 
Szczerze mówiąc to nie walki miałam się uczyć, lecz samokontroli, a tego tematu jak na razie nie poruszyliśmy. Machnęłam na to lekceważąco ręką, bo przecież Aleyn tutaj "dowodzi", i zatraciłam się do reszty w wykonywaniu ruchów zgodnie ze wskazówkami chłopaka.

niedziela, 27 lipca 2014

Pracuj nad sobą.

Człowiek rozsądny przystosowuje się do świata, nierozsądny stara się przystosować świat do siebie. Stąd wszelki postęp pochodzi od nierozsądnych. ~ George Bernard Shaw

Carl był sympatycznym mężczyzną niskiego wzrostu, z siwymi loczkami na głowie. Jego jadeitowe oczy przepełnione były życiową mądrością. Był niezwykle inteligentny i szczery.
Fascynowało mnie to, że po stracie swojej ukochanej żony on nadal z ogromną pasją zajmował się rozszyfrowywaniem natury Istot Ciemności.
Jego żona była równie wspaniała jak on sam. Nie umarła śmiercią naturalną - to byłby zbyt duży luksus. Została zamordowana przez zmiennokształtnego, na którego się napatoczyła. Rozszarpał jej gardło. Nie można było nic zrobić.  
Kiedy przynieśliśmy mu z TJ'em pierścionek czerwonowłosej pijawki, Carl był wyraźnie zaskoczony. 
- Kolejny? - spytał nas gdy mu go wręczyliśmy. 
- Jak to "kolejny"? Masz ich więcej? 
- Jasne. - odparł i wskazał pomieszczenie za sobą. Było ono czymś na wzór magazynu. - Na stole w czerwonym pudełku. - poinstruował nas. 
Minęliśmy łysiejącego już mężczyznę i weszliśmy do pomieszczenia. Przeczesaliśmy je wzrokiem. Magazyn był duży, panował tu chaos i nie najlepiej pachniało. Podeszliśmy do stołu znajdującego się na środku magazynu, przedzierając się najpierw przez sterty starych gazet, fiolek z resztkami jakichś dziwnych substancji, czy nawet urządzeń o tajemniczym dla mnie działaniu. Zaglądnęliśmy do pudełka. 
- O cholera. - skwitował TJ. W środku znajdowały się nie tylko pierścionki, ale także zegarki, broszki, naszyjniki, kolczyki i wiele innych przedmiotów. Całą tą biżuterię łączyły dwie rzeczy: były srebrne i miały ten tajemniczy ciemny wzór złożony z kilku trójkątów i koła na środku. 
- To noddycki symbol siły. - wyjaśnił Carl. Odwróciłam się i ujrzałam go przed sobą. - Kiedyś symbol ten wypalany był na ciele lub na broni. - mężczyzna rozejrzał się po magazynie szukając czegoś. - Miałem tu gdzieś kartotekę z symbolami noddyckimi. 
- Jak to zrobiłeś? Dopiero co stałeś o tam. - Powiedziałam nie zwracając szczególnej uwagi na jego wyjaśnienia. Poparłam swoje słowa wskazując podbródkiem miejsce, w którym widziałam go przed chwilą. - Nie słyszałam jak się zbliżasz. 
- Nie jesteś czujna, moja droga. 
- Carl! - zaczął oburzony TJ. 
- W porządku TJ, ma rację. - westchnęłam z rezygnacją. To był mój słaby punkt. Zachowywałam się karygodnie. I ja miałam w przyszłości bronić ludzi? Z łatwością rozłożyliby mnie na łopatki. - Chyba już pójdziemy. Dzięki za informacje, Carl. 

niedziela, 22 czerwca 2014

Poznaj swojego wroga.

Życie nie daje nam tego, czego chcemy, lecz to, co dla nas ma." ~ Władysław Stanisław Reymont
Noc była chłodna i ciemna. W powietrzu unosił się zapach strachu. Nie potrafiłam określić, które z nas bało się najbardziej. Wiedziałam tylko, że to spotkanie nie będzie należało do przyjemnych. 
Znajdowaliśmy się w miejscu, które kiedyś było piękną wioską Kalzar. Lata temu biegaliśmy z TJ'em po tutejszych złocistych polach łapiąc w dłonie kolorowe motyle, których teraz nie można było spotkać praktycznie nigdzie. 
Ukryci za krzakami obserwowaliśmy nasz Obiekt, który poruszał się z niezwykłą gracją odpowiadającą wampirom. 
Padający z nieba deszcz zmoczył nas do suchej nitki, przemoczone ubrania ściągały nas w dół, a mokre liście chłostały po twarzy. 
- Użyj bino-okularów. - szepnął do mnie TJ skupiając uwagę na zamazanej ciemnej postaci. Co prawda nie mógł niczego dostrzec, ale upierał się, że wszystko wyraźnie widzi.
Przyłożyłam do oczów urządzenie przypominające lornetkę i ustawiłam ostrość. Dostrzegłam zarysowane kształty, kolory, wysokość obiektów. Wampirzyca o prostych czerwonych włosach ściętych na grzybka miała na sobie mocno kontrastujące z jej bladą cerą ubrania ze skóry, które przylegały do jej ciała jakby nie mogła się z nimi rozstać. W lewej ręce trzymała dużą czarną parasolkę, a na jej palcu połyskiwał srebrny pierścionek z jakimś ciemnym wzorem. Tak na prawdę ów pierścionek nie mógł być ze srebra gdyż wampirzycy wypaliłoby skórę, zajęłaby się ogniem i prawdopodobnie by spłonęła. Nie byłoby to dla nas korzystne. 
Czerwonowłosa postać sięgnęła po mosiężny uchwyt drewnianej klapy prowadzącej do czyjejś - dawno już opuszczonej - piwnicy, otworzyła ją i wskoczyła. 

niedziela, 18 maja 2014

Prolog.

"W życiu najbardziej warto dążyć do tego, by móc wybrać moment własnej śmierci, choćby po to, żeby nie mogła zabić człowieka jak szczura ani zgasić go czy udusić, kiedy nie jest gotowy." ~ Erich Maria Remarque
Na początku był chaos. Nieustanna walka dobra ze złem wyniszczała nasz świat kawałek po kawałku. Żądza władzy popychała mieszkańców Nod do potwornych rzeczy. Za rozkazem Alkara przeszli przez Las Beliala by zabijać, siać zniszczenie, czynić zło... Nie mieliśmy szans, aby odeprzeć atak nadprzyrodzonych stworzeń. 
Przegraliśmy. Nodowie odebrali nam wszystko, zajęli miasta, ziemie. Od tamtego czasu wiedliśmy koczowniczy tryb życia. Tułaliśmy się od miejsca do miejsca pokonując potencjalne przeszkody marząc, że kiedyś odzyskamy swój dom. Po przejściu bezkresnych pustyń, ziem całkowicie pokrytych lodem, a nawet zabójczych lasów stworzyliśmy coś na wzór osady, naszą ostoję. Nazwaliśmy ją Przylądkiem Nadziei. Stworzyliśmy nowe życie i nowe zasady. Codziennie braliśmy udział w przeróżnych treningach, które miały pomóc w zyskaniu kolejnego dnia. 
Kilka lat później na Ziemię spadła gwiazda - wielka o srebrnej poświacie. Ku naszej uciesze był to Tyrael - archanioł zesłany z Królestwa Niebios mający za zadanie zaprowadzić porządek na świecie. Zebrał stworzenia chętne i gotowe do walki i ruszyli na Nod. Walka była krwawa i zacięta. Mało kto wyszedł z niej żywy. Mimo iż Siły Ciemności nie spodziewały się ataku, radziły sobie. Moc jaką posiadły była pradawna i potężna. Z łatwością mogliby zetrzeć wszystkich w proch. 
Tyrael położył temu kres. Wydając okrzyk bojowy, poprowadził nas ku zwycięstwu. Zdobyliśmy Nod. Stworzenia Nocy winne były opuścić krainę. Z każdym dniem coraz bardziej opadały z sił, a ich liczba malała. 
Ale nie świętowaliśmy, bowiem była przepowiednia, która napawała nasze serca niezidentyfikowanym nieokreślonym przez nikogo strachem. Głosiła ona, że gdy Synowie Kaina powrócą na Nod, nastąpi całkowita zagłada świata. 
Zaczęliśmy wykuwać pierścienie. Pobłogosławione przez Tyraela dawały właścicielowi moc, którą sam musiał odkryć. Były naszym ratunkiem i przekleństwem. Stworzenia Nocy były chciwe, ich ataki nasiliły się. 
I wtedy powstały grupy ludzi specjalizujące się w tematyce danej istoty. A potem ruszali by zwalczać zło.



-------------------------------------------------------------------------------

Cześć, a oto krótkie wprowadzenie do mojego nowego opowiadania. Liczę na wyrozumiałość :).
Co o nim sądzicie?