niedziela, 22 czerwca 2014

Poznaj swojego wroga.

Życie nie daje nam tego, czego chcemy, lecz to, co dla nas ma." ~ Władysław Stanisław Reymont
Noc była chłodna i ciemna. W powietrzu unosił się zapach strachu. Nie potrafiłam określić, które z nas bało się najbardziej. Wiedziałam tylko, że to spotkanie nie będzie należało do przyjemnych. 
Znajdowaliśmy się w miejscu, które kiedyś było piękną wioską Kalzar. Lata temu biegaliśmy z TJ'em po tutejszych złocistych polach łapiąc w dłonie kolorowe motyle, których teraz nie można było spotkać praktycznie nigdzie. 
Ukryci za krzakami obserwowaliśmy nasz Obiekt, który poruszał się z niezwykłą gracją odpowiadającą wampirom. 
Padający z nieba deszcz zmoczył nas do suchej nitki, przemoczone ubrania ściągały nas w dół, a mokre liście chłostały po twarzy. 
- Użyj bino-okularów. - szepnął do mnie TJ skupiając uwagę na zamazanej ciemnej postaci. Co prawda nie mógł niczego dostrzec, ale upierał się, że wszystko wyraźnie widzi.
Przyłożyłam do oczów urządzenie przypominające lornetkę i ustawiłam ostrość. Dostrzegłam zarysowane kształty, kolory, wysokość obiektów. Wampirzyca o prostych czerwonych włosach ściętych na grzybka miała na sobie mocno kontrastujące z jej bladą cerą ubrania ze skóry, które przylegały do jej ciała jakby nie mogła się z nimi rozstać. W lewej ręce trzymała dużą czarną parasolkę, a na jej palcu połyskiwał srebrny pierścionek z jakimś ciemnym wzorem. Tak na prawdę ów pierścionek nie mógł być ze srebra gdyż wampirzycy wypaliłoby skórę, zajęłaby się ogniem i prawdopodobnie by spłonęła. Nie byłoby to dla nas korzystne. 
Czerwonowłosa postać sięgnęła po mosiężny uchwyt drewnianej klapy prowadzącej do czyjejś - dawno już opuszczonej - piwnicy, otworzyła ją i wskoczyła. 

Odgarnęłam do tyłu moje mokre włosy i odwróciłam się w stronę przyjaciół.
- Moglibyśmy teraz wrzucić do środka azotan srebra i byłoby po sprawie. - zaczął ciemnowłosy chłopak wyciągając zza pasa fiolkę z toksyczną substancją. Zgadzałam się z nim, ale dostaliśmy wyraźny rozkaz sprowadzenia choćby jednej istoty ciemności do organizacji. Nie mogliśmy zawieść ludzi. 
- Myślisz, że jedna fiolka dałaby sobie radę? W prawdzie nie wiemy ile tych sukinkotów tam siedzi. - zagadnął mnie TJ. Stało się już tradycją, że obmyślaliśmy różne plany załatwienia istot ciemności. Brunet był w swoim żywiole, bardzo często o tym rozprawiał. Lecz ze względu na naszą przyjaciółkę staraliśmy się nie rozmawiać o tym w jej obecności. 
Anne - w połowie człowiek, w połowie wampir - nie popierała naszego bojowego zapału. Trudno było jej się nie dziwić. Blondynka delikatnie położyła rękę na ramieniu TJ przerywając tym samym jego działania. 
- Jest Lamią. - powiedziała pewna swojego moja przyjaciółka. Skinęłam jej głową i obejrzałam się na klapę.
- Co to znaczy? - spytał TJ spoglądając to na jedną to na drugą. 

- To znaczy, że jest piękną wampirzą laską, uwodzącą mężczyzn tylko po to aby wyssać z nich całe ich życie. I nie będziemy mogli jej zabić do czasu aż się nie pożywi. - odparłam nie patrząc na niego. Duże krople deszczu wsiąkały w moje ubranie jakby mogły się w nim pomieścić. - Przypomnijcie mi dlaczego nie wzięliśmy parasolki? 
- Jak długo mamy tu tkwić? - dopytywał TJ ignorując moje pytanie. Anne wzruszyła tylko ramionami i wyszła z naszego ukrycia. Podążyłam za nią. 
- Rusz tyłek, Bąbelku. Trzeba zastawić pułapkę. - byłam pewna, że na wypowiedzenie tego uroczego przezwiska mój przyjaciel zaciskał pięści. Nie cierpiał gdy tak do niego mówiono. 
- Nie nazywaj mnie tak. - burknął wkurzony.
Stanęłyśmy z Anne przy wejściu do piwnicy. Rozglądnęłam się po otoczeniu sprawdzając nasze położenie i tym samym upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu. 
- Należała do Barney'a. - szepnęła z przejęciem moja przyjaciółka. Była bardzo wrażliwa i wszystko przeżywała. Gdyby nie fakt, że mieliśmy misję do wypełnienia na pewno bym ją przytuliła i zabrała daleko stąd. Nienawidziłam gdy cierpiała. 
- Rozstawmy sidła. - zasugerowałam zmieniając temat. Zajęcie czymś rąk i umysłu pozwoli na chwilowe zapomnienie o tym złu jakie nas spotkało. Trudno było stać tutaj i spoglądać na splądrowany krajobraz wsi, która niegdyś tętniła życiem. Wszystko to co dotychczas znaliśmy przepadło bez śladu. 
Do zrobienia było wiele, a czasu coraz mniej. Nie spieszyłam się za bardzo, bo jak to mówią "pośpiech jest złym doradcą". Stosowałam się do tej zasady. 
Z pomocą wampirycznych umiejętności Anne, zamontowałyśmy posrebrzaną sieć tuż nad wejściem do piwnicy. Była na tyle mocna, że mogłaby powstrzymać inne stworzenia, np. zmiennokształtnych - zastopowałaby ich transformację dzięki właściwościom magicznym nadanym przez Elenę - zaprzyjaźnioną czarodziejkę. 
Następnie rozstawiliśmy kilka pułapek, których używało się do schwytania niedźwiedzi. W naszym przypadku - do złapania wilkołaków. TJ miał w tym niezwykłą wprawę. Nic dziwnego skoro tematyka wilkołaków była jego specjalizacją. 
W organizacji nie tylko odbywały się szkolenia, ale także normalne lekcje - lekcje o siłach ciemności. Dodatkową pomocą była współpraca z niektórymi istotami. Aleyn poza programowo udzielał nam cennych wskazówek, gdybyśmy kiedykolwiek mieli do czynienia z nieprzyjacielem-wilkołakiem. Warto było mieć Aleyna przy sobie. I TJ. I Anne. 
- Zrobione. Schowajmy się. - zarządził brunet. Pobiegliśmy z powrotem do naszej kryjówki zostawiając po sobie ślady naszej obecności w błocie. 
- Możemy mieć tylko nadzieję, że wykonamy zadanie zanim nas nakryją. - skomentowałam. Przyjaciele mi przytaknęli i przysiedliśmy na zwalonym konarze. Jak wszystko inne był mokry, ale lepsze drzewo niż błoto. 
- Więc czekamy. - odezwała się blondynka, której długie włosy przysłaniały twarz. Nie zadała sobie trudu aby je odgarnąć. Siedzący po środku TJ objął ją opiekuńczo ramieniem. Mnie także, ale jakoś tak niezdarnie. W tamtej chwili dziękowałam za choćby taką odrobinę ciepła. 
- Czy tak już będzie zawsze? - po raz kolejny chłopak zaczął swoją przemowę. Robił to zawsze, gdy czekaliśmy aż nasz plan się powiedzie lub okaże się klapą. - Czy już zawsze będziemy walczyć o przetrwanie? 
- Oczywiście, że nie. Kiedyś wyjdziemy z tego gówna, w które wdepnęliśmy. Odzyskamy to wszystko. - odparłam natychmiast. Gdy byliśmy zdenerwowani albo przytłoczeni uczuciami, bluzgaliśmy (oczywiście nie Anne, ona była dobra). Nie byłam w tamtych chwilach dumna z mojego słownictwa, ale nic nie potrafiłam na to poradzić. 
Rozmawialiśmy tak na pewno przez dobrą godzinę. Przerwał nam huk - huk otwieranej, a może raczej wyrzuconej w powietrze klapy. 
- Ktoś się chyba wkurzył. - skomentował to zajście TJ wstając pospiesznie z pnia. 
Z zionącej czernią dziury wynurzyła się wcześniejsza czerwonowłosa wampirzyca, która teraz - rozradowana od ucha do ucha - stąpała chwiejnie po nierównym podłożu. 
- Jeszcze tylko troszkę. - szeptał gorączkowo chłopak sięgając ręką do noża schowanego pod płaszczem. Poszukałam wzrokiem Anne, która teraz kucała przyczajona w krzakach obserwując, czy ktoś jeszcze nie wyjdzie z piwnicy Barney'a. - No dalej! Rusz się pijawko. 
Na jeden przerażający moment wampirzyca zatrzymała się i rozglądnęła po ciemnej ulicy. Byłam niemal pewna, że słyszy głośne bicie mojego serca, że mój strach da się wyczuć na kilometr, że zaraz do nas doskoczy i będziemy tylko nędznymi zwłokami opróżnionymi z krwi. Ale ta zrobiła krok dalej i uruchomiła jedną z naszych pułapek. Ogromna sieć spadła na czerwonowłosą istotę przyszpilając ją do ziemi. 
- Biegiem TJ, zanim się spali! - pociągnęłam chłopaka za rękaw i wyskoczyliśmy zza krzaków biegnąc w stronę wijącej się wampirzycy. 
- Anne! - krzyknął brunet za swoją dziewczyną. 
- Na miejscu! - odparła. Jej zadanie polegało na tym, że ma nas osłaniać podczas gdy my zwiążemy nasz Obiekt. 
Złapaliśmy z brunetem za sieć i pociągnęliśmy za nią starając się uwolnić dymiącą już wampirzycę. 
- Szybciej! 
Ciągnęliśmy za materiał, ale czerwonowłosa była w niego nieźle zaplątana. W końcu TJ wyciągnął zza pasa nóż i rozciął sieć. Dymiąca wampirzyca usiadła przeraźliwie krzycząc, a po chwili upadła bezwładna gdy dostała drewnem w tył głowy. Drewno było tak samo skuteczne jak srebro.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - usłyszeliśmy męski zachrypnięty głos. Mężczyzna skłonił się w pół, a gdy powrócił do poprzedniej pozycji puścił do mnie oczko. Rozpostarł ręce dając mi do zrozumienia, że mam wpaść mu wdzięczna za ratunek w ramiona. Zamiast tego dałam mu kuksańca w bok. 
- Boże! - jęknął TJ dysząc. - Spadłeś nam jak gwiazdka z nieba!
Mój przyjaciel podszedł do czerwonowłosej związując jej ręce i nogi. Następnie szybko od niej odskoczył nie chcąc mieć z nią więcej styczności. Nie cierpiał dotykać wampirów. Ich zimno przyprawiała go o dreszcze.
Anne w ramach powitania i wdzięczności skinęła mojemu towarzyszowi głową po czym przytuliła się do TJ. 
- Miło cię widzieć, Aleyn. - odezwałam się w końcu. Chłopak nadal stał z rozpostartymi rękami. Ostatecznie przytuliłam się do niego wywracając przy tym oczami. 
- Zabierajmy się stąd. - poprosił TJ. - Przemokłem całkowicie. 
- Jak my wszyscy. - odparowaliśmy chórem. 
- Aleyn, czy mógłbyś...? 
- W życiu! Nie dotknę tej pijawy! - spojrzałam gniewnie na chłopaka, który uparcie nie chciał zanieść wampirzycy do organizacji. 
- Dobra! Sama sobie poradzę! 
Podeszłam do Nieprzytomnej nie bardzo wiedząc co chcę zrobić. W końcu postanowiłam ciągnąć ją za sznur. 
- Rose, nie wygłupiaj się. - zaczął TJ. - Nie dasz rady przeci... 
- Dam. - przerwałam mu oburzona. Oczywiście, że mi się nie uda, pomyślałam. Zadanie to wymagało wielkiego wysiłku fizycznego. Przecież nie mogłabym ciągnąć jej przez 50 kilometrów!
- Rosie, zostaw. Wezmę ją. - próbowała powstrzymać mnie przyjaciółka. Z natury byłam uparta, więc słowa moich przyjaciół na nic się zdały. Wytrwale ciągnęłam nasz Obiekt ślizgając się przy tym na błocie. Doszło do tego, że Aleyn zastąpił mi drogę. 
- Zjeżdżaj stąd, Aleyn! Nie mam czasu się z tobą użerać. 
- Oddaj mi sznur. - zażądał. 
- Nie. 
- Oddaj.
- Nie. 
- Tym do niczego nie dojdziemy! - krzyknął TJ. Anne podeszła do mnie kładąc mi dłoń na ramieniu. Trochę mnie to uspokoiło. 
- Rose, proszę. - poczekałam aż jej słowa zawisną w powietrzu i minutę po tym wyrzuciłam sznur w błoto. Byłam uparta i wredna. Martwiłam tym moją przyjaciółkę i nienawidziłam siebie za to. 
- Dobra. - burknęłam i ruszyłam przed siebie zostawiając moich przyjaciół... i Aleyna w tyle.


W sali przesłuchań jedynym dźwiękiem jaki można było usłyszeć był stukot ciężkich butów Payton o marmurową śnieżnobiałą posadzkę. Raz po raz okrążała wysłużone już krzesło, do którego przywiązana była Lamia. Ów krzesło stało po środku pomieszczenia, w grafitowym kręgu o średnicy 1m ze złotą obwódką. Sala ta została wybudowana na planie koła. Ściany - również białe - przyozdobione były marmurowymi rzeźbami z licznymi złoceniami. Dominowała biel i złoto.
- Zaraz oszaleję. - westchnął TJ. Nie mogłam się z nim nie zgodzić. Ta cisza mogła doprowadzić do obłędu. Wampirzyca za to najwyraźniej świetnie się bawiła. Co ją tak bawiło?
- Zacznijmy od początku. - odezwała się po raz kolejny Payton, a jej głos rozniósł się echem po sali. - Co robiłaś w Kalzar, Roweno? Istoty Ciemności nie zapuszczają się tak daleko. - Rowena wybuchnęła gardłowym śmiechem. 
- Nędzne, nic nie warte ludzkie stworzenia. Rodzaj ludzki obróci się w proch. - wysyczała. Spojrzeliśmy po sobie z TJ. Brunet pokazał gestem, że jest nienormalna. - Czeka was wszystkich zagłada. - kontynuowała. - Śmierć na was spadnie i nawet on - wskazała podbródkiem na Tyraela. - nie zdoła was uchronić. Synowie Kaina są blisko!
- Wystarczy. - przerwał jej spokojnie Archanioł. - Potomkowie Kaina nie zdołają powrócić na Nod. To jest nie możliwe. 
Wampirzyca po raz kolejny się zaśmiała, a mnie przeszły ciarki.Potem jej spojrzenie krwistoczerwonych oczów padło wprost na mnie. 
- Ta dziewczyna będzie waszą zgubą. 
- To kłamstwo! - zareagowałam natychmiast wzburzona. Zrobiłam kilka kroków w przód mocno zaciskając pięści. 
- Poprowadzisz moich pobratymców do naszej ojczyzny. 
- Przysięgam na Boga, że jeszcze słowo a wyślę Cię do piekła! 
- Zostaniesz jedną z nas. - dopowiedziała Rowena. Nie wytrzymałam. Szybkim krokiem doskoczyłam do niej i wyciągając z buta posrebrzany nóż, wbiłam jej go prosto w serce.
- Nieee! - zawyła ze złością. Zaczęła się szarpać, co tylko pogorszyło jej i tak kiepską już sytuacje. Zaczęła się dymić. 
Nie wiedzieliśmy ile wampirzyca ma lat, ale jedno było pewne: zginie.
Chwilę później spłonęła. Pozostał po niej jedynie pierścień. 
Gdy emocje opadły zdałam sobie sprawę z mojej głupoty.
- Przepraszam was. Wkurzyła mnie. Nie chciałam...
- Czasu nie cofniemy. - odpowiedziała Payton beznamiętnym tonem. - Zabierzcie ten pierścień do Carla. 
- Ale...
- Słyszałaś Rose. Chodźmy. - przerwał mi szybko TJ i pociągnął mnie za łokieć w stronę wyjścia. 
Czułam się paskudnie. Zawaliłam sprawę po całości. A na dodatek słowa tej pijawki zagnieździły się w moim mózgu. Ja jedną z nich? Pff, dobre sobie. Po moim trupie. 



---------------------------------------------------------
Cześć Kochani. Jak wam się podoba pierwszy rozdział? :)